Teraz czytasz
Redyk 

Redyk 

Redyk

Dawniej mawiano, że „fto mo owce, ten mo co fce”. Wypas owiec leżał u fundamentów kultury górali całego łuku Karpat i był podstawowym zajęciem. Dziś baców na halach już znacznie mniej, ale tradycyjny redyk, czyli początek i koniec wypasu, nadal wyznacza zmianę sezonów.

Redyk to wyjście na wypas, a także powrót z hal. Tradycyjnie rozpoczyna się „po Św. Wojciechu”, czyli po 23 kwietnia. Wówczas owce zbierane są od wielu właścicieli w jedno stado. Po uroczystym poświęceniu, w akompaniamencie góralskiej muzyki, ruszają pod przewodnictwem bacy i jego juhasów na pastwiska. Wędrówki trwają przez pięć miesięcy, a efektem wysiłku baców są regionalne produkty: bundz, bryndza, czy słynny oscypek, a także dodająca siły żyntyca. Na ich wytworzenie składa się jednak ogrom wysiłku. Dzień pasterzy zaczyna się zazwyczaj nad ranem, wraz z pierwszym dojeniem owiec, a kończy późnym wieczorem… Tak aż do Św. Michała, czyli 29 września, kiedy owce wracają do swoich właścicieli, a bacowie i juhasi do rodzin. Odbywa się tzw. „osod”. To znak, że tatrzańska jesień jest tuż, tuż…

Owce towarzyszą góralom od zawsze, choć mówi się, że na halach były jeszcze przed nimi. Niegdyś w krajobraz karpackich hal kierdel owiec był trwale wpisany. Choćby po II Wojnie Światowej na terenie polskich Tatr zwierząt było ok. 30 tysięcy. Pasterstwo zostało znacznie ograniczone przez powstanie w 1954 roku Tatrzańskiego Parku Narodowego. Znaczna ingerencja wypasu w przyrodę sprawiła, że początkowo zostało ono całkowicie zakazane. Wznowiono je dopiero w latach 80-tych w formie wypasu kulturowego, prowadzonego według ściśle określonych zasad do dziś. Jak ów wypas wygląda zobaczyć możemy pod Kopieńcem, Dolinach Lejowej i Chochołowskiej, Kalatówkach, Kuźnicach, czy Rusinowej Polanie. 

Trud związany z wypasem i słabnąca opłacalność zawodu sprawiają, że młodzi się do owiec nie garną. Chętniej wyjeżdżają „za pieniądzem” za granicę lub wybierają inny, mniej wymagający zawód. Mimo starań pasjonatów i organizacji wspierających pasterską kulturę coraz trudniej znaleźć chętnych do przyuczenia. To duch czasu, ale i wielkie zagrożenie dla kultury Podhala, które bez owiec na halach nie byłoby takie samo.

Zobacz też
Wojna w niebie. Spotkanie różnych światów

Te moje owiecki,
Piyknie sie mi rojom,
Z wiyrsyka ku dolinie,
Bo sie nocki bojom.

Zobacz komentarze (0)

Dodaj coś od siebie

Twój adres email nie zostanie opublikowany

Wróć na górę